piątek, 25 października 2013

Epilog


Epilog

Patrzyła na zamek, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. W oczach niespodziewanie zebrały się łzy, a przecież obiecywała sobie, że nie będzie płakać. Nie opuszczała go przecież na zawsze, miała tutaj wrócić za rok. Po raz ostatni. Zamknęła oczy. Nigdy nie sądziła, że będzie tak mocno za czymkolwiek tęskniła. Nie sądziła, że przywiąże się do tego miejsca na tyle mocno. Co roku wyjeżdżała na wakacje i nigdy tego tak nie przeżywała. Westchnęła cicho. Być może zbyt emocjonalnie do tego wszystkiego podchodziła.
Odwróciła się na pięcie i spojrzała na swoich przyjaciół, którzy stali kilka kroków dalej. Remus w zamyśleniu spoglądał na Bijącą Wierzbę, Dorcas rozmawiała o czymś z Gabrielle, która ze złości zaciskała pięści, a Peter kończył jeść bułkę. Zagryzła wargę i ruszyła w ich stronę.
- Jak się przez niego spóźnimy, to zabiję tego idiotę! - warknęła Gabrielle. - Czy naprawdę nikt nie pomyślał, żeby przykleić mu tą różdżkę zaklęciem do dłoni? Wtedy nie byłoby żadnych problemów.
Lily spojrzała bezradnie na swoją matkę, która przyglądała się jej. Dziewczyna choć otwarcie się do tego nie przyznała, wiedziała, że będzie za nią tęsknić. Choć miały do nadrobienia całe szesnaście lat, zielonooka miała nadzieję, że dadzą radę. Od pięciu minut razem z Nathanem wysłuchiwała narzekania wszystkich na Jamesa. Lily również była na niego zła. Jak mógł zapomnieć różdżki?!
- Każdemu się to może zdarzyć – Meredith uśmiechnęła się lekko do Gabrielle, która spojrzała na nią ze złością.
- James owinął sobie ciebie wokół małego palca, mamo – westchnęła Lily.
To słowo nadal dziwnie brzmiało w jej ustach, jednak starała się do tego przyzwyczaić. Przecież nie mogła wiecznie mówić do Meredith po imieniu. Poza tym to było całkiem miłe. Wiedzieć, że jest na świecie osoba, której naprawdę na tobie zależy.
- Daj spokój, to naprawdę miły chłopak – Mary podeszła do Lily i niepewnie ścisnęła jej dłoń.
Dziewczyna odwróciła się i przytuliła ją mocno, opierając głowę o jej ramię. Znały się niedługo, ale myśl, że ona wraca do domu, a Meredith i Nathan zostają tutaj, wydawała jej się dziwna. Przecież nie mogła przyjeżdżać do Hogwartu kiedy tylko będzie chciała. Westchnęła cicho i za wszelką cenę starała się powstrzymać łzy, które nieproszone, cisnęły się jej do oczu.
- Uważaj na siebie, dobrze? - wyszeptała Lily.
- Zawsze na siebie uważam, kochanie.
Myśl, że mogłaby ją stracić była nie do zniesienia. Lily nawet nie chciała o tym myśleć, jednak nie było to możliwe. Każdej nocy, gdy nie mogła zasnąć, zastanawiała się, co by zrobiła, gdyby jej matce coś się stało. Przełknęła głośno ślinę. W Hogwarcie jest bezpieczna, pomyślała.
Spojrzała na zegarek, który w piątej klasie dostała od Remusa i zaklęła w myślach. Do odjazdu pociągu zostało niecałe pięć minut.
- On sobie chyba żarty stroi! - Gabrielle spojrzała krzywo na Lily. - To, że jest dla mnie jak brat i że jest twoim chłopakiem, naprawdę nie przeszkodzi mi w zamordowaniu go!
Lily wypuściła powietrze ze świstem. W tej chwili z przyjemnością pomogłaby swojej przyjaciółce. Nie chciała się spóźnić na pociąg, tym bardziej, że po przybyciu do Londynu wszyscy mieli udać się do Syriusza. Dorea Potter miała czekać na nich na dworcu, by potem zabrać całą gromadę do świętego Munga. I James doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Pokręciła lekko głową.
- Trzy minuty do odjazdu – mruknął Remus.
Lily odwróciła się na pięcie i miała zamiar odejść w stronę stacji, jednak w tej samej chwili James pojawił się przed zamkiem z różdżką w ręce.
- Co wy tutaj jeszcze robicie? Pociąg zaraz odjedzie!
Ominął Mary i Nathana po drodze się z nimi żegnając i ruszył przed siebie, a Lily i reszta pobiegła za nim.
- JAMESIE POTTERZE, KTÓREGOŚ DNIA CIĘ ZABIJĘ!

○○○

- Gabrielle, chodź – Lily pociągnęła blondynkę za rękaw i poprowadziła w stronę, gdzie stali jej rodzice.
Mary i Jonathan Evans stali z boku, oddaleni od reszty ludzi i rozglądali się po tłumie. Lily westchnęła cicho. Choć fascynował ich świat magii, wśród czarodziejów nadal czuli się niepewnie. Nadal mocno trzymając Gabrielle za rękę, zaczęła przepychać się między uczniami. W końcu stanęła przed swoimi rodzicami, którzy spojrzeli na nią z uśmiechami. Jej matka podeszła do niej i porwała w swoje ramiona. Lily zamknęła na chwilę oczy, nie wykonując żadnego ruchu, po czym również objęła kobietę. Poczuła na swoim ramieniu łzy. Odsunęła się lekko do mamy i spojrzała na jej twarz.
Mary Evans na całej twarzy miała rozmyty makijaż, a po jej policzkach nadal spływały łzy.
- Lily, tak bardzo mi przykro – wyszeptała. - Wiem, że nie powinniśmy tego przed tobą ukrywać. Ale nic nie zmieni faktu, że jesteś naszą córką. Słyszysz? Nic.
- Mamo – Lily westchnęła cicho i uśmiechnęła się lekko. - Nie jestem zła. Rozumiem.
Dziewczyna odwróciła się w stronę Gabrielle, która patrzyła na nią z lekkim uśmiechem i skinęła głową.
- Posłuchajcie, chciałabym odwiedzić przyjaciela w szpitalu. Czy możecie zabrać naszego bagaże? Mama James nas odprowadzi.
- Mówisz o Dorei? - Jonathan objął swoją żonę. - Już z nami rozmawiała.
- Och, naprawdę?
Lily spojrzała na matkę Jamesa, która stała kilka metrów dalej i rozmawiała z jakimiś ludźmi. Nigdzie jednak nie zauważyła okularnika. Podejrzewała, że pewnie żegna się ze znajomymi. Westchnęła cicho i podrapała się po głowie.
- Więc możemy iść?
- Oczywiście, że możecie. Porozmawiamy, gdy wrócicie do domu.
Lily odetchnęła i przez chwilę jeszcze stała w miejscu, patrząc jak jej rodzice odchodzą, po czym ruszyła w stronę Dorei Potter, która gdy tylko ją zauważyła, uśmiechnęła się szeroko.
- Twoi rodzice już poszli? Wszystko z nimi ustaliłam – kobieta złapała Lily i za rękę. - Lily, Gabrielle, to Jessica i Daniel Stone. Ich córka chodzi z wami do szkoły, jest w czwartej klasie.
- Lily? - Jessica spojrzała na rudowłosą z uśmiechem. - Ta Lily za którą James się ugania?
- Ta sama – Gabrielle uśmiechnęła się szeroko. - Od kilku dni są razem. Wyglądają razem cudownie!
Lily szturchnęła ją lekko w ramię i rzuciła groźne spojrzenie. Czasami zastanawiała się, czy Gabrielle robi to specjalnie. Kochała ją, naprawdę kochała, ale czasami blondynka po prostu za dużo mówiła. Tak jak na przykład dwa miesiące temu, razem z Dorcas omawiały temat jej ślubu z Jamesem. Evans wywróciła oczami. Brak Syriusza udzielał się jej przyjaciółce.
Krzyknęła cicho, gdy ktoś zasłonił jej oczy, a po chwili pocałował w policzek. Odwróciła się na pięcie i uśmiechnęła do Jamesa, który zmierzwił jej włosy. Zmarszczyła brwi. Nienawidziła tego.
- Cześć – James pomachał do Jessiki i Daniela. - Charlotte stoi przy wyjściu z koleżankami.
- Ta dziewczyna jest nieznośna. Miała czekać koło rozkładów – Jessica pokręciła głową. - Daniel, chodź, bo znów zniknie.
Po dość długim pożegnaniu, rodzicie Charlotte w końcu odeszli szukać swojej córki, a Lily spojrzała wyczekująca na matkę Jamesa. Kobieta widząc jej spojrzenie zaśmiała się cicho i ruszyła do wyjścia.

○○○

Lily rozejrzała się po piętrze na którym się znajdowali. Na niebieskich ścianach wisiały różne ogłoszenia. Pod oknami, na podłodze, stały doniczki z kwiatkami. Po korytarzu kręcili się Uzdrowiciele w białych uniformach. Czasami wymieniali między sobą różne uwagami, czasami zatrzymywali się, by porozmawiać.
Dziewczyna ścisnęła mocniej rękę Jamesa. Pięć minut temu się rozdzielili. Ona z okularnikiem mieli od razu iść do Syriusza, a Dorea, Peter, Remus i Gabrielle mieli udawać się do kawiarenki po coś do picia. Dorcas nie mogła im towarzyszyć, bowiem od razu po przyjeździe do Londynu musiała udać się do swojej ciotki.
James skręcił w boczny korytarz, a ona bezwiednie ruszyła za nim. Chłopak otworzył pierwsze drzwi po prawej stronie i wszedł do pokoju. Lily wzdrygnęła się, patrząc na białe ściany, jasną podłogę i białe stoliki i białymi krzesłami. Było tam zdecydowanie za jasno. Stały tam trzy łóżka, lecz tylko jedno z nich było zajęte.
Na środkowym leżał Syriusz, który gdy tylko ich zauważył, zerwał się na równe nogi, zrzucając koc na podłogę.
- No nareszcie! Nawet nie wiecie, jak się tutaj nudziłem!
Lily prychnęła cicho i przyjrzała mu się. Wyglądał zupełnie tak samo, jak kilka tygodni temu. Może z tym wyjątkiem, że teraz na jego przedramieniu widniała długa blizna. Prawie identyczna, jak ta, którą Lily miała na swojej lewej ręce. Skutki zaklęcia Sectusempra. Wzdrygnęła się lekko, przypominając sobie wyraz twarzy Severusa, gdy celował w nią różdżką. Jakby nigdy nic dla niego nie znaczyła.
- Czy coś mnie ominęło? - zapytał Black, wymownie patrząc na ich złączone ręce.
- Wiele rzeczy – mruknęła Lily.
- Nawet nie wiecie ile lat na to czekałem! - Syriusz zmarszczył brwi. - No dobra, wiecie, ale ten fakt można pominąć. Siadajcie i opowiadajcie!
Lily zajęła miejsce na wolnym łóżku, a James usadowił się obok Syriusza. Dziewczyna zaczęła mówić.
Opowiedziała o tym, jak walczyli w wiosce. O tym, że Syriusz odzyskał na chwilę przytomność, by potem znów zapaść w sen. Opowiedziała o pogrzebie Clarisse, o przemowie dyrektora. O tym, jak bardzo Gabrielle zadręczała się myślą, że ją zabiła. Na wspomnienie o blondynce, na twarzy chłopaka pojawił się lekki uśmiech, jednak nie przerywał Lily, która wspomniała o tym, że pogodziła się z matką, o ostatnich dniach w szkole, gdzie każdy zajmował się swoimi sprawami i kontakty wszystkich były ograniczone do minimum. Aż w końcu, patrząc z szerokim uśmiechem na Jamesa, opowiedziała o tym, że przez niego o mały włos nie spóźnili się na pociąg.
- I jeszcze Zakon Feniksa – mruknęła. - Dyrektor wtajemniczył nas w niektóre rzeczy, ale nie będę ci tego tłumaczyła. Niech mama Jamesa to zrobi, bo prawda jest taka, że ja sama niewiele z tego rozumiem. Oczywiście, Nathan był przeciwny wtajemniczaniu nas w to wszystko, ale nikt go nie słuchał.
- Czyli będziemy walczyć?
- Nie, stary, nie będziemy walczyć. A już na pewno nie ty – James pokręcił głową. - Mama powiedziała, że będzie miała na ciebie teraz oko.
- James, ona zawsze ma na mnie oko, co nie zmienia faktu, że ostatnim razem prawie nie spaliłem twojego pokoju – Syriusz wywrócił oczami.
- Wtedy nie było jej w domu, a ty miałeś nie ruszać jej rzeczy – James wyszczerzył zęby.
- Byłem ciekawy – Black wzruszył ramionami. - Poza tym ugasiliśmy ogień zanim wróciła.
- I dobrze, bo pewnie być znów chciał to zwalić na...
James umilkł i w tej samej chwili otworzyły się drzwi.
- Mówię ci przecież, że nic tam nie dosypałam, Remusie! - Gabrielle spojrzała na Lunatyka z rozbawieniem. - Wydawało ci się.
- Nie jestem ślepy, Gabrielle.
- A ja nic tam nie dosypałam, poza tym, jak chcesz, to spróbuj – dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nie, dzięki.
Przez cały czas ich rozmowy, Lily przypatrywała się nie Gabrielle, a Syriuszowi. Dlatego doskonale widziała, jakie emocje pojawiły się na jego twarzy, gdy dziewczyna weszła do pokoju. Najpierw było to zdziwienie, a potem radość. W jego oczach pojawiły się wesołe ogniki, a na twarzy wykwitł uśmiech.
Rudowłosa przeniosła wzrok na Jamesa, który wpatrywał się w nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez słowa, a potem wstali i ruszyli do wyjścia. Lily pociągnęła Remusa lekko za bluzkę i zatrzasnęła za nimi drzwi, opierając się o nie plecami.
- Muszą porozmawiać.

○○○

Gabrielle otworzyła lekko usta, wpatrując się w zamknięte drzwi. W rękach nadal trzymała dwa kubki z herbatą. Powoli odwróciła się i napotkała spojrzenie ciemnych oczu Syriusza, który wpatrywał się w nią z rozbawieniem. Dziewczyna westchnęła cicho i odstawiła kubki na pobliski stolik. Włożyła ręce do kieszeni bluzy.
Wiedziała, że w końcu będą musieli porozmawiać. Czasami w myślach nawet wyobrażała sobie to, co mu powie. Ale teraz, gdy byli sami, w czterech ścianach, wszystko wyleciało jej z głowy. Potrafiła tylko na niego patrzeć i badać każdy kawałek jego twarzy. Błyszczące oczy, szeroki uśmiech. Zamknęła oczy i policzyła w myślach do dziesięciu. Zrobiła krok do przodu i usiadła naprzeciw niego.
- Jak się czujesz?
Czy naprawdę tylko to potrafiła powiedzieć? Tylko tyle z siebie wydusić? Zaklęła w myślach. Dlaczego nie potrafiła z nim rozmawiać? Był tylko chłopakiem, takim jak każdy inny, a ona nie potrafiła wydusić z siebie nic więcej. Oszukujesz samą siebie, Gabrielle, pomyślała.
- Teraz już dobrze – mruknął. - A ty? Lily opowiedziała mi o Clarisse.
- Och...
Jasne, że mu opowiedziała. Wiedziała, że mu opowie. Chciała ją zmusić do rozmowy o tym. Tylko dlaczego miała rozmawiać o tym właśnie z nim? Nie mogła tego zrobić. Nie, kiedy w jej brzuchu zamieszkało stado motyli, w ustach zaschło, a serce zaczęło bić szybciej. Czy tak właśnie Lily czuła się przy Jamesie?
- Już jest lepiej – powiedziała w końcu. - Na początku sobie z tym nie radziłam, myślałam, że ona miała rację, no wiesz, że jestem zła. Ale teraz wiem, że to kłamstwo. Nie mogę być zła – uśmiechnęła się lekko.
- No nie wiem, ja to zawsze wiedziałem, że jest w tobie coś z diabła.
Dziewczyna otworzyła usta i zmrużyła oczy. Złapała poduszkę i rzuciła nią w chłopaka, który zrobił unik i spojrzał na nią z rozbawieniem. Dlaczego wciąż się uśmiechał? Nie mogła się skupić, gdy cały czas się śmiał!
- Powinienem być przy tobie – powiedział nagle, poważniejąc.
- Nie mogło cię tam być – westchnęła. - Ale to nic. Jesteś teraz.
Syriusz wstał i powoli do niej podszedł, siadając obok. Przyjrzał się jej twarzy. Uniósł rękę i założył kosmyk jej włosów za ucho. Nachylił się i oparł jej czoło o swoje.
- Już zawsze będę.
Dziewczyna powoli podniosła wzrok i na chwilę zamarła. Był tak niesamowicie blisko. Mogła poczuć jego oddech na swojej twarzy, mogła dostrzec każdy jaśniejszy punkcik w jego oczach. Przełknęła głośno ślinę i przysunęła się do niego bliżej.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
Gabrielle uśmiechnęła się lekko i położyła mu ręce na ramionach, przybliżając swoją twarz do jego. Trąciła go nosem, na co chłopak zaśmiał się cicho. Wyraźnie czuła, że jego oddech przyspieszył. Dotknęła swoimi ustami jego i poczuła, jakby serce zaraz miało wyskoczyć jej z piersi. Chłopak lekko pogłębił pocałunek, a Gabrielle zaczęła je oddawać, czując, że teraz ma już wszystko.

§♠§

Na początku pragnę podziękować wszystkim tym osobom, które wytrwały ze mną do samego końca. Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, w których zawieraliście uwagi i cenne rady.
Bloga założyłam ponad rok temu i nie sądziłam, że jednak uda mi się go dokończyć. A jednak, napisałam Epilog. Rozdział, który zakończył Iluzję Zła na zawsze.
Do tej pory bloga odwiedziło 27 946 osób, 295 osób skomentowało, a 30 obserwuje Iluzję Zła.
Zakończenie tej historii jest moim małym zwycięstwem ;)
Nie będę się z Wami żegnać, bo przecież nie opuszczam blogosfery. Każdy kto ma jeszcze ochotę czytać moje bazgroły może zajrzeć na Sekret Przeznaczenia – więc mówię Wam po prostu do widzenia.

Obserwatorzy