piątek, 31 października 2014

Halloween

Gabrielle przejrzała się w lustrze i uśmiechnęła szeroko do swojego odbicia. Kochała magię. Magię najprawdziwszą w sobie - czystą, niepokonaną. Była dumna z bycia czarownicą. Była dumna z bycia samą sobą. A magia Halloween zawsze wyprawiała ją w dobry nastrój. Cóż innego mogło poprawić humor siedemnastolatce, która cztery miesiące wcześniej skończyła Hogwart, niż nastraszenie kilku dzieci razem z przyjaciółmi?
Obróciła się wokół własnej osi i zaśmiała głośno. Dziś nie przypominała samej siebie. Jasne włosy zostały zastąpione przez całkiem czarne, sięgające prawie pośladków. Niebieskie oczy zmieniły barwę również na całkiem czarne, a cera stała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj. Normalne ludzkie kły, zostały wydłużone i na samym czubku posmarowane przez Lily czerwoną, mugolską szminką. Miała na sobie czarne skórzane spodnie i czerwony gorset, który niesamowicie powiększał jej piersi, a na nogach buty na wysokiej koturnie. Zrobiła sobie mocniejszy makijaż niż zazwyczaj, robiąc nad powieką grubą kreskę, a rzęsy tuszując do granic możliwości. Paznokcie miały czerwono krwisty kolor i były właściwie ulubioną częścią stroju dziewczyny. Zakręciła włosy na palec i odwróciła się w stronę swojej przyjaciółki.
- Jeśli chciałaś przebrać się za topielca, wystarczyło poprosić, bym wrzuciła cię do jeziora - powiedziała.
- To jest zombie, inteligencie, a właściwie zombie panny młodej - burknęła.
- Jak tak będziesz wyglądać na własnym ślubie, to James ucieknie sprzed ołtarza - mruknęła Gabrielle i uchyliła się przed nadlatującą w jej stronę poduszką. - A szczerze, to wyglądasz niesamowicie.
Rudowłosa zaklęciem zrobiła sobie zielone pasemka na całej głowie, a jej jasne oczy straciły nieco ze swojego blasku i stały się matowe. Miała pod nimi cienie, które wyglądały jak siniaki, a jej skóra była trupio blada i Gabrielle mogłaby przysiąc, że widziała pod nią małe żyłki. Rudowłosa miała na sobie długą białą suknię, przemoczoną do granic możliwości, z której wciąż kapała woda, robiąc kałużę na podłodze znikającą po paru sekundach. Nie miała na sobie butów, a jej bose stopy ubrudzone były czymś, co przypominało błoto. To samo można było powiedzieć o jej dłoniach i połamanych paznokciach, które wyglądały jak własnoręcznie kopała dół w ziemi.
- Gotowa? Chciałabym zobaczyć co w tym roku przygotowali chłopcy - Lily ruszyła w stronę drzwi.
- A mieli coś przygotować? Przecież z nimi Halloween jest codziennie, dwadzieścia cztery godziny na dobę - powiedziała Gabrielle.
Powoli zeszły po schodach, kierując się w stronę kuchni, skąd dochodziły wesołe rozmowy. Gdy tylko pojawiły się w progu, wszyscy ucichli, a dziewczyny skłoniły się teatralnie.
- Mam nadzieję, że tego na ślub nie włożysz, Evans.
- Nie bój się, Black, to założę na twój - odpowiedziała Lily, kierując się w stronę swojego narzeczonego. - Merlinie, co ty masz na sobie, James?
Harrison zaczęła się głośno śmiać, gdy spojrzała na okularnika, który miał na sobie kostium dyni. Na głowie miał pomarańczowy beret z zieloną łodyżką, a ręce i nogi wychodziły mu przez otwory w wielkiej, pomarańczowej kuli, którą miał na sobie. Uśmiechał się szeroko.
- Chcesz nas zbłaźnić - powiedziała czarnowłosa. - Mieliśmy straszyć dzieci, a nie urządzać im darmowe przedstawienie, Potter.
- Ty robisz za straszydło za nas oboje, Ely.
Dziewczyna wywróciła oczami i spojrzała na Syriusza, który szedł w jej stronę. Musiała przyznać, że w tym roku jej chłopak się postarał. Gdy na niego patrzyła, przechodziły ją ciarki i mimowolnie robiło jej się smutno. Twarz Syriusza wyglądała jak skóra naciągnięta na wystające kości. Oczy straciły swój blask, włosy miał poczochrane i wyglądał, jak człowiek, który przeszedł piekło. Luźny strój więźnia Azkabanu wisiał na nim, jakby schudł co najmniej trzydzieści kilko w zaskakująco szybkim czasie. Dłonie zaciskał w pięści i rozglądał się po pomieszczeniu obłąkanym spojrzeniem. Mimo to gdy podszedł do Gabrielle, uśmiechnął się szeroko.
- Wystarczająco strasznie? - wyszeptał i pocałował ją lekko.
- Ty i ja rządzimy - odpowiedziała i złapała go za rękę.
Wyszli na dwór w czwórkę, a przed domem czekał już na nich Remus, który dzisiał uchodził za jednego z podejrzanych osobników, stojących na Nokturnie. Miał na sobie długi płaszcz sięgający ziemi i kapelusz, który zakrywał mu pół twarzy. W ustach trzymał fajkę, z której unosił się lekko zielonkawy dym, a ręce chował w kieszeni.
- Petera nie będzie, musiał zostać z matką.
Jak zwykle. Pettigrew zawsze rezygnował z ich wspólnych wypadów, a jego wymówki zaczęły robić się coraz bardziej przewidywalne. Gabrielle czuła, że coś przed nimi ukrywa.
- A Dorcas?
-Nie widziałem j...
- DEMENTOR!
Gabrielle i Lily odruchowo wyciągnęły różdżki i stanęły w pozycji obronnej. Ujrzały go chwilę potem. Był jakieś pięćdziesiąt metrów od nich i sunął w ich stronę z każdą sekundą coraz szybciej. Gabrielle niemal słyszała świszczący oddech kreatury i zimno rozchodzące się po ciele. Widziała zgniłe ręce sięgające do jej gardła. Ręce które nie wskazywały jej... Wskazywały... Syriusza.
Dziewczyna zbladła i odwróciła się do chłopaka, który patrzył na nią zdezorientowały. Przecież nie był więźniem. Było Halloween...To było przebranie, nic więcej.
Czarna postać przeszła obok niej, sprawiając, że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Dementor wyciągnął szpony i zacisnął je na gardle chłopaka, odrzucając kaptur.
I wtedy Dorcas Meadowes zaśmiała się głośno, a jej śmiech rozchodził się wraz z wiatrem.
- Wesołego Halloween.

^*^*^*^*^*^

Uouououou, wesołego Halloween wszystkim!
Minął rok i sześć dni. Dokładnie tyle, odkąd ostatni raz zawitałam na Iluzję, pozostawiając Wam Epilog, kończący to opowiadanie. Wow. Jestem tylko tyle w stanie powiedzieć. Zrobiłam to! Skończyłam, blog pozostał niezmienny, nieusunięty, wciąż dostępny. Jestem z siebie dumna, o tak!
Więc, po roku, Nymeria znów się pojawia, tym razem z miniaturką. Mam nadzieję, że choć trochę przypadnie Wam do gustu.
Pewnie znów zniknę, być może tym razem na dobre. Może znów się pojawię, za rok. Może. Może. Może. Nic nie obiecuję, nawet samej sobie, źle na tym wychodzę. Sekret Przeznaczenia ostatecznie, oficjalnie i nieodwołalnie został zakończony, mimo że nie został zbyt dobrze zaczęty, ale zdarza się. Taka już jestem, czasami mi coś odbije i pakuję się w coś z czego nie mogę potem wyjść, ale na koniec podejmuję ostateczne decyzje. Na Sekrecie się już nie spotkamy, dokończę go dla samej siebie, dla własnej satysfakcji. A Iluzja... Bywa różnie. Kocham tego bloga i nigdy o nim nie zapomnę, jest cząstką mnie, której nie mogłabym stracić. 
Rozpisałam się, ale ostatnio stałam się serio gadatliwa, serio. Tak więc tyle. 


Obserwatorzy